Śląskie Przypadki – Małgorzata Lutowska – PRZEDPREMIEROWO!

Tytuł: Śląskie Przypadki

Autor: Małgorzata Lutowska

Wydawnictwo: Ad Rem

Rok Wydania: 2019

Ilość Stron: 233

Ocena: 9/10

 

 

 

Recenzja:

 

Wiecie, jak to jest kiedy poznaje się nowego autora? To jak nowa, czysta księga, która albo Was porwie swoim nurtem albo zaprzepaści całkowicie nadzieję na powodzenie takowej znajomości. „Do odważnych świat należy” – czyli nie ma dla mnie takiej przeszkody, która zablokowałaby mi możliwość „poznania” kogoś nowego. Tak jak w tym przypadku. Panią Małgorzatę spotykałam w pracy, nieświadoma, że to jedna z tych odważnych osób, które nie miały oporu pokazać światu swoje dzieła.

 

O samej autorce wiem dość niewiele – niewysoka blondynka w okularach z bardzo miłą aparycją. I uśmiech – od wejścia zaraża wszerz i wzdłuż. I czasem to wystarczy!

 

Tak więc, wbrew swoim przyzwyczajeniom i kwestii tego, że niekoniecznie odnajduję się w opowiadaniach, pełna zapału zabrałam się za czytanie. I już, teraz mogę napomknąć, że to nie jest mimo wszystko zbiór dla każdego. Przytaczane historie, znajdą swoich fanów na pewno w poważniejszych Czytelnikach, ale i młodsi okryją coś dla siebie; coś co skłoni ich do zadumy i zastanowienia. Pewne rzeczy, pewni ludzie nie mogli się spotkać nigdzie indziej jak właśnie tutaj, na Dolnym Śląsku, który swoimi wspaniałymi okolicami i tajemnicami prowadzi nas przez całość fabuły.

 

Jak już na pewno wiecie, rozkochałam się w tutejszych terenach. Wspominałam o tym nie dawno, chyba nawet wczoraj =) A dzisiaj, na mojej drodze pojawiają się opowiadania rodem z podróży, którą zapamięta się na całe życie. To wspaniałe uczucie, nie ruszać się z fotela, nie odrywając się od kubka gorącej kawy, móc „zobaczyć”, „poczuć”, „zasmakować” okolicy, która jest aż naga, obnażona do ostatniej nici swojej naturalności i jest naprawdę piękna.

 

Pani Małgorzata pisze bardzo dojrzale. To nie są opowiadania „każde z innej beczki” – są przemyślane, spokojne (nie nudzące, broń Boże!), prowadzące swoim nurtem niczym szlaki, o których nam wspomina. Zderzymy się z kwestią przemijania; z miłością – nie byle jaką, bo bardzo trudną; z historią, odnoszącą się do królów, rycerzy i wielkich uczt, że powali nas wielokrotnie na kolana.

 

Opowiadanie, które przykuło moją uwagę i jest naprawdę wielowymiarowe to „Skarb ze Środy Śląskiej”. Pomijając już tytułowy skarb, który oczywiście został rozkradziony – przeniesiemy się aż do roku 1322! To tam poznamy losy królów i królowych; tam spotkamy prawdziwy żal po utracie ukochanej; popędzimy królewskimi korytarzami; poczujemy jak przewrotny potrafi być los i kogo może postawić na naszej drodze. Przyznam, że takiej dawki historii, która przede wszystkim mnie wciągnie i zainteresuje, to ja nie miałam nigdy!

 

Jako pisarka pani Lutowska jest bardzo obeznana z terenem i ma ogromną wiedzę na temat tego o czym pisze (bardzo duże pokłony za to!), a to zupełnie górnolotny atut, którego nie jeden twórca może pozazdrościć. Wiecie, nie ma nic gorszego od „ałtora”, któremu się wydaje, że Wikipedia jest najlepszym źródłem informacji – tutaj mogę jedynie podziwiać panią Małgosię i to, co odkryła na naszym, podgórskim obszarze. A mnie jako Czytelnika wprowadza i wiedzie w historyczne miejsca, których jeśli jeszcze nie zwiedziłam, to na pewno zwiedzę.

 

Kończąc moje wywody, zdecydowanie mówię „TAK” tej publikacji. Doskonała na jesienny wieczór, kiedy z namiętnością wracamy myślami do ciepłych miesięcy i pragniemy odwiedzać miejsca, które przyzywają nas urodą swojego jestestwa, urokiem swoich mchów, traw, gór i wszelakich wspaniałych zamków, budowli i innych urzekających miejsc – raz spotkanych, nigdy się nie zapomni.

 

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa AD REM ♥

Podziel się wpisem ze światem!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o